Wytną
las, posadzą las, zbudują lotnisko
Ekolodzy zapowiadają walkę o ocalenie Lasu Solnickiego. Z kolei Regionalna Dyrekcja Lasów
Państwowych w Białymstoku nie zgadza się na zamianę 80 hektarów na ścianie wschodniej na 80 hektarów w
granicach Białegostoku.
- Jak nawet zostanie wycięty las, to ten teren od razu zostanie obsadzony niższą
roślinnością - wyjaśnia Karol Tylenda, członek zarządu województwa. - Znowu zostaną tam
posadzone sosny, które po 40 latach znów
zostaną wycięte i posadzone nowe.
Lasem Solnickim zarządza
Nadleśnictwo Dojlidy, które podlega Regionalnej
Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. Karol Tylenda
dla dobra sprawy
nie chciał ujawnić ani na jakim etapie są rozmowy w sprawie wycinki drzew, ani z kim je prowadzi.
Jednak udało się nam ustalić, że zarząd województwa chciałby wymienić 80 hektarów
Lasu Solnickiego na podobny areał w pobliżu
zbiornika Siemianówka w gminie Narewka. Rozmowy w tej
sprawie są prowadzone bezpośrednio z Generalną Dyrekcją Lasów Państwowych.
Marek
Taradejna, specjalista ds. informacji w RDLP w
Białymstoku poinformował „Poranny", że Urząd Marszałkowski nie prowadzi
bezpośrednich rozmów w sprawie ewentualnej wycinki drzew ani z nadleśnictwem Dojlidy, ani z Regionalną Dyrekcją Lasów. - Pracownicy tych
jednostek są jedynie uczestnikami spotkań w sprawie lotniska - wyjaśnia Taradejna.
Na
jednym z nich RDLP przedstawiło nawet własne stanowisko w sprawie wycinki Lasu Solnickiego.
Taradejna
tak je nakreślił w mailu do naszej gazety:
Korekta planu nie jest zgodna z przepisami
sporządzania i zatwierdzania planu urządzania lasu. Inwestor budowy lotniska
winien w pierwszej kolejności wyłączyć grunty leśne z produkcji w trybie ustawy o
ochronie gruntów rolnych i leśnych".
Oznacza
to, ze teren jest przeznaczony na las. Dlatego Urząd Marszałkowski powinien
złożyć wniosek, o przekwalifikowanie tego terenu. A
to może trwać bardzo, bardzo długo...
Regionalna Dyrekcja Lasów nic nie wie o propozycji zamiany 75 hektarów Lasu Solnickiego
na las pod Siemianówką.
Jednak przy ewentualnych zamianach obowiązuje ekwiwalent wartościowy, a nie powierzchniowy.
Prawdopodobnie nic będzie więc
zamiany 75 hektarów w granicach Białegostoku na 75 hektarów pod
polsko-białoruską granicą. Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, że wartość 75 hektarów
ziemi w granicach
miasta wynosi kilkadziesiąt milionów złotych.
- Tylenda musiałby chyba oddać w
zamian cały zbiornik
Siemianówką i połowę którejś z okolicznych gmin - żartuje znajomy leśnik.
Karol Tylenda dziwi się
rzucaniu inicjatywie rozbudowy lotniska kłód pod nogi przez mieszkańców okolic
lotniska i ekologów.
- Jeśli komuś wszystko przeszkadza, to może nic nie róbmy - mówi. - Może zasadźmy
las na całym lotnisku i będziemy mieli wtedy samą naturę i przyrodę. Nie
wiem, czy o to chodzi, czy też o to,
żebyśmy żyli w XXI
wieku. (tor)
Adam BOHDAN, sekretarz
oddziału podlaskiej Pracowni na rzecz Wszystkich istot:
Otaczające
miasto lasy, które mają być wycięte pod budowę lotniska mają istotną wartość
przyrodniczą. Mieszkańcy Białegostoku wykorzystują je jako miejsce do relaksu,
uprawiania sportów. Uważamy, że tego rodzaju inwestycja powinna być poprzedzona
debatą lub głosowaniem Naszym zdaniem pieniądze powinny być w pierwszej
kolejności przeznaczone na poprawę skandalicznego stanu transportu publicznego, a nie na inwestycję, z której skorzystają
nieliczni. Sprawa wycinki lasu jest analizowana przez naszych prawników i
przyrodników.
Kurier Poranny – 22 luty 2005 r
Od autora witryny
Las
można wyciąć, ale nie posadzić; posadzić można jedynie drzewa – założyć plantację
drzew, a to nie to samo.
Zastanawiam się, czy p. Karol Tylenda to wie i jak wiele wie na temat lasu, jego funkcjonowania?
Panie Tylenda, czy życie w hałaśliwym mieście i sukcesywnie pozbawianym zieleni,
zieleni asymilującej spaliny, ma być normą w XXI wieku?