Żal mi meandrujących rzeczek
Tu nie tak dawno
Istniały rzeczki
Błyszczące tak jak
Srebrne wstążeczki.
I zanurzone
W wodzie korzenie,
I wygładzone
Większe kamienie,
Które tworzyły
W nich wodospady
Natleniające
Muły, osady.
Te wystające
Z wody kamienie
I zwisające
Z brzegów korzenie
Zdobiły zawsze
Zielone mszaki
Na których chętnie
Siadały ptaki
Takie jak choćby
Zięby, świerszczaki
I od nich większe
Drozdy śpiewaki,
Im równe w śpiewie
Nasze słowiki,
Ich pobratymcy
Częste rudziki,
I te niewielkie
Ptaki - strzyżyki
Piły tu wodę
I polowały,
Czasami tylko
Odpoczywały,
A jeszcze inne
Kopulowały.
Z saków widziałem
Sarny, zające
Te bardzo często
Odwiedzające
Mniejsze i większe
Leśne strumienie
By tutaj właśnie
Gasić pragnienie
Tą kryształową
I przezroczystą
Wodą tych rzeczek
- Tak bardzo czystą.
Piły tę wodę
I karczowniki.
Wśród bezkręgowców
Były chruściki
Łażące po dnie
Wolno niemrawie
Tak jak ślimaki
Po wodnej trawie.
Widziałem nie raz
Tu i nartniki
Jak przed łapiącym
Robią uniki
Było tych zwierząt
W każdym strumyku
Tak bardzo dużo
Niemal bez liku.
Po nich zostały
Tylko koryta
I czarna ziemia
Koparką zryta.
A woda płynie
Tylko rowami
Brudna śmierdząca
I z osadami,
(A nie jak kiedyś
Źródlana woda),
Bo z oczyszczalni.
Och, jaka szkoda.
Bywa też nieraz
Każdego roku,
Że płynie taka
Jak ta z rynsztoku.
Ileż to brudu
Dostaje rzeka.
Ileż jest szkody
W tym dla człowieka.
Żal mi, że tego
Już nikt nie zmieni
I nikt nie zwróci
Nam tych strumieni,
Tego co każdy
Roztropny ceni.
Kto tu ze wstydu
Się zarumieni?
Czy melioranci
I ich uczeni?
Więc nie niszcz więcej
Dzikiego cieku.
Stań się roztropnym
Ważny człowieku.
Krzysztof Pawłowski
Styczeń 2008 r